„Jak przyjemnie teraz wejść do nowej szkoły” (Ze szkolnej kroniki SP w Łęczu, odc. 3)
Przez kilka lat marzenie o nowej szkole powracało na kartach kroniki niczym refren. Najpierw były trudne warunki. Przeciekający dach. Zbyt małe sale. Potem pojawiła się wiadomość, która zelektryzowała całą wieś.
„W roku 1961 rozpoczęto w naszej wsi budowę nowej szkoły 1000-lecia. Wszyscy ludzie w naszej wsi bardzo się cieszą, że nareszcie będzie właściwa szkoła. Chce się aż lepiej pracować i uczyć. Jednak pracować się będzie zupełnie inaczej, bo w nowych, lepszych warunkach.”
W tych zdaniach nie ma ani politycznych haseł, ani opisu inwestycji. Jest radość mieszkańców niewielkiej wsi, którzy wiedzą, że ich dzieci będą uczyć się w lepszych warunkach. Nowa szkoła powstawała w ramach programu budowy „Tysiąca szkół na Tysiąclecie Państwa Polskiego”. Dziś ten program kojarzymy z historią PRL-u i jego językiem. W kronice również odnajdujemy ślady tamtej epoki. Trudno je oddzielić od codzienności – i nie ma takiej potrzeby. Są częścią czasu, w którym żyli mieszkańcy Łęcza. Najważniejsze jest jednak to, że dzięki tej inwestycji Łęcze zyskało szkołę, na którą od lat czekali mieszkańcy. Czasem wielka historia docierała do Łęcza nie przez wielkie inwestycje, lecz przez lęk mieszkańców. We wrześniu 1961 roku kronikarz zapisał:
„W naszej miejscowości, podobnie jak we wsiach sąsiednich dużo się mówi o wojnie. … W pierwszych dniach września wydawać by się mogło, że ludzi opętała panika. Z tej to przyczyny wiele mieliśmy pracy, aby dzieci uspokoić, a przez nie rodziców.”

Budowa nowej szkoły w Łęczu (zdjęcie z kroniki)
Rok szkolny 1962/1963 rozpoczął się jeszcze w starym budynku. Ale już po kilku tygodniach w kronice pojawiły się słowa, na które czekano od lat.
„Od dwóch dni przenieśliśmy się do nowej szkoły. Wszystek sprzęt mamy nowy. Jak przyjemnie teraz wejść do nowej szkoły. Czysto, nowe ławki, stoły i tablice dodają uroku. Chce się aż lepiej pracować.”

Strona ze szkolnej kroniki
Nie znajdziemy tu opisu przecięcia wstęgi ani przemówień. Jest za to zachwyt. Nowy budynek jeszcze mocniej związał szkołę z mieszkańcami Łęcza. Do szkoły przychodzili już nie tylko uczniowie, ale całe rodziny. Do klas trafiły nowe pomoce naukowe, radio, magnetofon, sprzęt do pracowni fizycznej i biologicznej. Nauczyciele po raz pierwszy mogli korzystać z pokoju nauczycielskiego. Największą sensacją okazał się telewizor.
„Otrzymaliśmy telewizor – pierwszy telewizor w naszej miejscowości.” - zanotował z dumą kronikarz. Kilka miesięcy później dopisał - „Dwa razy w tygodniu organizowane są spotkania przy telewizorze. Na te wieczorki przychodzą też dość licznie rodzice.”
Dzisiaj telewizor jest jednym z wielu sprzętów codziennego użytku. Wówczas był wydarzeniem. Dwa razy w tygodniu szkoła stawała się miejscem spotkań całej wsi. Nowy budynek jeszcze mocniej związał szkołę z mieszkańcami Łęcza. Stała się ważnym miejscem dla całej społeczności. Nowa szkoła potrzebowała jednak nie tylko ławek i tablic. Potrzebowała zieleni. Jesienią rozpoczęto sadzenie drzew i krzewów. Powstawał park, żywopłoty i alejki. Autorka z wyraźnym zaskoczeniem zanotowała:
„Muszę przyznać, że nie spodziewałam się po naszych dzieciach takiej chęci do pracy.”

Dzieci na przerwie (zdjęcie ze szkolnej kroniki)
To zdanie wybrzmiewa szczególnie mocno po latach. Budynek został oddany do użytku, ale szkołę nadal tworzyli ludzie – dzieci, nauczyciele i rodzice. Rodzice kupowali firanki i kwiaty do klas. Nauczyciele dbali o otoczenie szkoły. Dzieci sadziły drzewa. Nowa szkoła powoli stawała się domem. Na kolejnych kartach kroniki pojawiają się już zwyczajne sprawy: przedstawienia, wyjazdy do teatru, harcerstwo, zawody sportowe, filmy, wieczorki, codzienne lekcje. I właśnie ta zwyczajność wydaje się najpiękniejsza. Po latach oczekiwania szkoła mogła wreszcie robić to, co było najważniejsze – spokojnie uczyć, wychowywać i skupiać wokół siebie mieszkańców.
W roku szkolnym 1963/1964 zmienia się kierownictwo szkoły. Odchodzi Krystyna Piasecka, a jej miejsce zajmuje Edmund Formel. Zmieniają się nazwiska, ale nie zmienia się atmosfera.
„W szkole między nauczycielstwem panują koleżeńskie stosunki.” - czytamy w kronice.
To jedno zdanie mówi więcej niż niejeden oficjalny dokument. Kronika nie przemilcza także codziennych problemów. Są uczniowie wymagający dodatkowej pomocy, są bazgroły na świeżo pomalowanych ścianach, są troski wychowawcze. Ale jest też zachwyt. Po projekcji filmu dla dzieci kronikarz zanotował:
„Przyjemnie było patrzeć na ich rozpromienione twarze.”
I chyba właśnie w tym jednym zdaniu najlepiej odnajdujemy autora kroniki. To nie urzędnik, nie sprawozdawca. To nauczyciel. Kolejny rok szkolny dobiega końca. Bez wielkich wydarzeń. Bez podniosłych słów. Kronikarz zamyka go prosto:
„Szkoła już opustoszała. Wakacje już w pełni.” - A po chwili dopisuje jeszcze jedno zdanie. - „Pewna jestem, że dzieciom wakacje miną bardzo przyjemnie.”
To piękne zakończenie pierwszego rozdziału historii szkoły w Łęczu. Bo kiedy zamykamy ten rozdział kroniki, wiemy już, że marzenie mieszkańców spełniło się. Powstała szkoła i od pierwszego dnia wypełniła się życiem.

Klasa D. Marcinkowskiej (zdjęcie ze szkolnej kroniki)
W następnym odcinku
Przez ponad dwadzieścia lat szkolna kronika była jedynym świadkiem codziennego życia w Łęczu. W pewnym momencie jej autor odnotował z pewnym żalem, że drużyna harcerska nie prowadzi jeszcze własnej kroniki.
Nie wiedział wtedy, że już wkrótce jego życzenie się spełni.
Kilka lat później harcerze otworzyli własny zeszyt i na pierwszej stronie zapisali:
„Kronikę prowadzimy od niedawna i mnie druhnie Lucynie Machcińskiej przypadł zaszczyt spisywania naszych dziejów.”
Od tego momentu historię szkoły można czytać na dwa sposoby. Jedną opowiadają nauczyciele, drugą – sami uczniowie. Do obu zajrzymy w następnym odcinku.

Klasa p. M. Bąk (zdjęcie ze szkolnej kroniki)